Regionalna Pracownia Digitalizacji Małopolskiego Instytutu Kultury w Krakowie oraz Biblioteka Główna Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie serdecznie zapraszają na prezentację niedawno zdigitalizowanego szkicownika Bogusława Bachorczyka z jesieni 1996 roku. Wspólnie z artystą przyjrzymy się z bardzo bliska temu niezwykłemu obiektowi nawiązującemu do tradycji dzienników wizualnych i intrygującemu różnorodnością form zapisu.

Po prezentacji odbędzie się dyskusja, w której udział wezmą:
Bogusław Bachorczyk
Anna Baranowa
Paweł Szelest, Regionalna Pracownia Digitalizacji MIK
Maciej Topolski
Jadwiga Wielgut-Walczak, Biblioteka Główna ASP

Kiedy: 21 lutego 2020, godz. 13.00
Miejsce: Biblioteka Główna ASP, ul. Smoleńsk 9, Kraków

Wstęp wolny


O SZKICOWNIKACH
Bogusław Bachorczyk

Powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy, bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz[1].

Rób po trzy szkice dziennie, zostań więźniem tradycji, potem będziesz się tego oduczał latami, żeby zacząć robić coś swojego.

Pierwszy zeszyt do rysowania pojawił się, gdy miałem piętnaście lat: szesnastokartkowy, gładki, z datą 1984. Linearne wprawki rysunkowe – kwiaty polne, króliki, pies, koń, dłoń, kura, krowa, góra, sylwetki członków rodziny i kolegów z klasy, rysowane piórkiem, węglem, kredką, patykiem, najczęściej bardzo oszczędne, bez tekstu – stanowiły motywy wypełniające kolejne notatniki, które powstawały przez cały okres liceum plastycznego w Zakopanem. Notatniki te były rezultatem obowiązkowego systemu trzech szkiców dziennie wymaganych przez nauczyciela rysunku Pana Arkadiusza Walocha. W czasach studiów, a szczególnie w latach 1998–2004, robiłem szkicowniki, stosując różnorodne formy zapisu. Zeszyty pisane i rysowane z elementami kolażu z użyciem reprodukcji, fotografii, obrazów, rysunków, druków. Szkicownik jest zawsze przy mnie, w torbie podróżnej, w plecaku. Jedzie ze mną do Londynu, Berlina, Norymbergi, do Francji i Paryża, Budapesztu, Pragi, Wiednia, Nowego Jorku, do Kapadocji. Dzień po dniu opisuję w nim to, co widzę, czytam, chcę zapamiętać. Oglądany po latach paradoksalnie przywołuje to, czego w nim nie widać: obrazy poza obrazami, wcale nie narysowane, nie namalowane. Czasami uruchamia w pamięci sceny i zdarzenia, które chciałem ukryć – bo nie miałem odwagi o nich mówić. Jest w tych zeszytach kod, „tajny zapis”, czytelny tylko dla mnie. Tajemnica, która daje mi przyjemność. Po dwudziestu pięciu, dwudziestu, piętnastu, dziesięciu, pięciu latach – staję się własnym odbiorcą. Teraz patrzę czasem jak obcy: czytam, dociekam, odkrywam, rozrywam zaklejone kartki – to one są najważniejsze. Wszystkie szkicowniki przechowuję w przeszklonej szafce. Jest ona pozostałością po dużej szafie z poprzedniej pracowni przy ulicy Koletek, gdzie mebel podtrzymywał antresolę, na której był materac do spania, a przestrzeń między ścianą a jej plecami była magazynem na obrazy. Zapis dwudziestu siedmiu lat zawarty jest w czterdziestu pięciu zeszytach i dwunastu książkach artystycznych.

 

[1] Z. Herbert, Przesłanie Pana Cogito, [w:] Pan Cogito, Czytelnik, Warszawa 1974, s. 79.