Rozmowa z Karoliną Bugajską, uczestniczką projektu „DIY. Tryb warunkowy”:

Spotkałam na swojej drodze mnóstwo osób, które zrobiły dla mnie wiele bezinteresownych rzeczy albo oddały mi przysługę za przysługę. Teraz wiem, że wystarczy uśmiech, że uśmiech może być motorem działań. Po prostu.

Wera Idzikowska: W ramach „DIY. Tryb warunkowy” w swojej rodzinnej miejscowości, w Okocimiu, zorganizowałaś dla dzieci szereg warsztatów związanych z drewnem – robienie zabawek drewnianych samochodów, tworzenie drzew genealogicznych, projektowanie plakatów z użyciem drewna. Dlaczego zdecydowałaś się na działania, odwołując się do tego materiału?

Karolina Bugajska: Od paru lat drewno jest moim hobby. Sama „pracuję w drewnie”: szlifuję, dłubię, ozdabiam. Mam spore doświadczenie w działaniach twórczych z tym materiałem, pomyślałam, że to jest moment, kiedy mogę wykorzystać swoje pomysły i wiedzę, żeby pokazać innym, że za pomocą takiego niepozornego drewna można wyczarować cuda. Chciałam udowodnić, że nie potrzebujemy nie wiadomo jakiego asortymentu, żeby robić fajne rzeczy – to, co na wyciągnięcie ręki, może być super!

WI: Na twoich zajęciach, które odwiedziłam, pracowało ponad dwadzieścioro dzieciaków w różnym wieku. Słyszałam, że liczba uczestników warsztatów dobijała niekiedy nawet do czterdziestu osób!

KB: Tak, z warsztatów na warsztaty dzieci przychodziło coraz więcej! Każdy warsztat miał odrębny temat, na przykład: transfer zdjęć na drewno. Dzieci mogły przynieść dowolne zdjęcia wszystkich członków swojej rodziny i zrobić ich odbitki na drewnianych tabliczkach w kształcie prostokąta, koła czy serca. Dzieci same decydowały o tym, jaką tabliczkę wybiorą. Później te tabliczki ze zdjęciami stały się częścią drzew genealogicznych, które powstawały na kolejnych warsztatach. Zależało mi na tym, żeby na warsztatach jak najwięcej decyzji wychodziło od dzieci: to, jakiej techniki chcą użyć, to, co chcą za pomocą tej techniki przedstawić itd.

Po zakończeniu projektu dzieci i ich rodzice pytali mnie, kiedy będę robić kolejne warsztaty. Cieszę się, myślę, że to spory sukces, bo w naszej wiosce nie było dotąd cyklicznej oferty kulturalnej dla dzieciaków. Zresztą dla dorosłych też jest niewiele propozycji. Często jeździmy z mężem na różne uroczystości i imprezy organizowane w sąsiednich wsiach, u siebie, w Okocimiu, mamy może dwa coroczne wydarzenia. Nie ma też stałych zajęć dla najmłodszych. Chciałabym to zmienić, dlatego zdecydowałam się na udział w projekcie „DIY. Tryb warunkowy”.

WI: Miałaś jakieś konkretne oczekiwania, decydując się na udział w projekcie?

KB: Wiesz, ja chyba nie bardzo wiedziałam, czego mogę oczekiwać. Chciałam po prostu dowiedzieć się czegoś, co pomoże mi zadziałać dla i z mieszkańcami mojej wsi. W trakcie „DIY. Trybu warunkowego” zaskoczyła mnie liczba ciekawych i inspirujących warsztatów „Narzędziownika”. Poznałam też fantastycznych ludzi, którzy pokazali mi wiele dróg, którymi mogę iść, żeby dotrzeć do celów, jakie stawiam przed sobą jako animatorka.

WI: A kim jest animatorka – Karolina Bugajska?

KB: Chciałabym być kimś w rodzaju poszukiwacza ciekawych pomysłów, który wciela je w życie i proponuje udział w nich innym mieszkańcom Okocimia – tak żeby każdy mógł znaleźć miejsce dla siebie. Nie boję się nowych wyzwań ani doznań, więc wierzę mocno, że mi się to uda!

WI: Co było najtrudniejsze w działaniach, których się podjęłaś w trakcie „DIY. Trybu warunkowego”?

KB: Najtrudniejsze było wymyślenie własnego projektu społeczno-kulturowego – tak żeby miał ręce i nogi, żeby właściwie sprecyzować sobie cel, poznać grupę docelową, czyli dzieciaki z Okocimia, i dostosować warsztaty do ich potrzeb, oczekiwań i możliwości. Robiłam to pierwszy raz, była to dla mnie czarna magia. Na samym początku stresowałam się też samym prowadzeniem warsztatów. Ale kiedy zaczynaliśmy wspólną pracę z dzieciakami, stres znikał jak ręką odjął! Każde spotkanie warsztatowe z dzieciakami było dla mnie bardzo wzruszające, zachwycało mnie zaangażowanie dzieci w pracę. I to w jak nieoczywisty sposób potrafiły łączyć ze sobą materiały i techniki zdobnicze! Między kolejnymi zajęciami warsztatowymi czasem spotykałam na ulicy rodziców tych dzieci, którzy mówili, że maluchy siedzą w domu i ciągle dopytują, kiedy znowu pójdą na warsztaty – to było bardzo motywujące.

WI: Myślisz, że twoje wakacyjne działania z dzieciakami w Okocimiu poruszyły jakoś społeczność lokalną? Że teraz ludzie będą bardziej zainteresowani budowaniem oferty kulturalnej dla najmłodszych członków społeczności?

KB: Nie wiem, trudno mi się wypowiadać za całą społeczność…  Na pewno projekt, który zorganizowałam w Okocimiu, miał ogromny wpływ na mnie i na mójstosunek do społeczności, w której żyję. Spotkałam na swojej drodze mnóstwo osób, które zrobiły dla mnie wiele bezinteresownych rzeczy albo oddały mi przysługę za przysługę. Teraz wiem, że wystarczy uśmiech, że uśmiech może być motorem działań. Po prostu.

WI: Dziękuję za rozmowę!