Rozmowa z Magdaleną Samborek, uczestniczką projektu „DIY. Tryb warunkowy”:

Chciałabym żeby początkujący animatorzy pamiętali o tym, że nie ma złych pomysłów, wszystkie pomysły są dobre – trzeba tylko znaleźć dla nich odpowiednie miejsce i czas!

Wera Idzikowska: Na co dzień pracujesz w Gminnym Ośrodku Kultury w Koniuszy, niewielkiej miejscowości w powiecie proszowickim. Co jest najtrudniejsze w pracy w małej społeczności lokalnej?

Magdalena Samborek: Dla mnie najtrudniejsza jest krytyka lokalnej społeczności. Jeżeli coś nie wyszłoby tak, jak zaplanowałam albo jak oczekują tego mieszkańcy, wtedy pojawia się takie zwykłe ludzkie gadanie i roztrząsanie tej sytuacji przez długi czas, może nawet nie jest to złośliwe, ale tak czy siak – wpływa na mnie deprymująco. Zresztą, próba bycia liderem w małej miejscowości jest  ogromnym wyzwaniem. Tutaj wszyscy się ze sobą znają i kiedy ktoś chce być trochę aktywniejszy od innych, padają pytania: ale dlaczego? Uruchamia się taki nieznośny proces: człowiek zaczyna angażować się w różnego rodzaju inicjatywy i działania, sam inicjuje przeróżne akcje, a ludzie zastanawiają się, co on z tego właściwie ma, jakie ma z tego tytułu korzyści. Szkoda, bo kiedy podejmuję swoje działania, to nie z potrzeby zysku, ale dlatego, że chcę pracować na rzecz mojej społeczności lokalnej – dla ludzi, a nie dla siebie.

WI: Jaka jest według ciebie rola animatorki społeczno-kulturowej w twojej społeczności?

MS: Myślę, że chodzi tu przede wszystkim o pobudzanie mieszkańców do wspólnej aktywności – czasem to nie jest ważne, czy będziemy razem gotować, tańczyć czy dyskutować o ważnych tematach społecznych. Ważne, że się spotkamy wszyscy razem w jednym miejscu i będziemy chcieli ze sobą być, działać, rozmawiać. To trochę tak, że animatorka powinna być takim zapłonem do wspólnego działania – powinna innych zachęcać i stwarzać im warunki oraz okazje do spotkania i współpracy.

WI: Czujesz się taką animatorką?

MS: Hm, udział w projekcie „DIY. Tryb warunkowy” uświadomił mi, że jestem już lokalną animatorką, ale też – że jeszcze muszę się wiele nauczyć i wiele przeżyć, że bycie animatorką to ciągła samoedukacja i doświadczanie nowego.

WI: W wakacje w ramach programu „DIY. Tryb warunkowy” zrealizowałaś dla dzieciaków bardzo fajny projekt, dotyczący niekonwencjonalnych metod wykorzystywania… jedzenia. Skąd taki pomysł?

MS: Wiesz, wybrałam jedzenie jako temat wiodący mojego projektu, bo to było moje pierwsze samodzielne działanie z dzieciakami i doszłam do wniosku, że jedzenie jako takie zawsze przyciąga ludzi – małych i dużych! [śmiech] Jedzenie jest też czymś, co łączy, raczej nie dzieli, chyba że w skrajnych przypadkach, ale nie o nich tutaj mowa. Co więcej, wielu mieszkańców moich terenów para się uprawą warzyw, traktujemy je u nas jako towar na sprzedaż, z którego będą pieniądze na życie, oraz jako towar do skonsumowania, który pozwala nam przeżyć. Swoim projektem chciałam trochę wywrócić kota ogonem i pokazać, że warzywa można stosować też do innych działań, takich jak na przykład żonglowanie, tworzenie rzeźb, obrazów.

To niezwykłe, bo w moje szalone warsztaty wokół jedzenia zaangażowały się nie tylko dzieci, ale również ich rodzice i dziadkowie, a także świetni wolontariusze! Bardzo wzruszył mnie też moment, kiedy mniej więcej w połowie projektu rodzice dzieci uczestniczących w warsztatach pisali do mnie na Facebook’u, że projekt jest świetny i że po moich warsztatach ich dzieci przychodzą do domu zadowolone, spełnione i nie mogą doczekać się następnych.

WI: Myślisz o kontynuacji działań?

MS: Tak! Powstały już nawet konkretne pomysły! W roku 2016 wspólnie z radą sołecką Koniuszy chcemy zintegrować mieszkańców wokół stworzenia wspólnej przestrzeni rekreacyjnej. W Koniuszy jest taka niezagospodarowana działka, którą uporządkujemy, posadzimy tam kwiaty, zrobimy ławki – to będzie miejsce, gdzie każdy będzie mógł odetchnąć, pogawędzić z sąsiadami. Poza tym zamierzam składać wnioski do małych grantodawców, żeby pozyskać jakiekolwiek pieniądze na działania wakacyjne z dzieciakami.

Kiedy zgłaszałam się do projektu „DIY. Tryb warunkowy”, oczekiwałam wsparcia i motywacji, która pobudziłaby mnie do działania. Chciałam też nabrać pewności siebie, uwierzyć w swoje możliwości i potencjał, utwierdzić się w tym, że to, co chcę robić, może mieć sens. To się udało! Uczestnicząc w projekcie, dostałam nawet więcej, niż się spodziewałam. Warsztaty „Narzędziownika” bardzo silnie na mnie podziałały, otworzyły mnie. Poza tym spotkałam mnóstwo barwnych ludzi, z którymi teraz mogę w każdej chwili nawiązać współpracę. Ludzie są niezwykli, a ich działania bardzo inspirujące!

Osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę jako animatorki i animatorzy, chciałabym życzyć dużo odwagi, wiary w swoje możliwości oraz otwartości na inne osoby. Chciałabym żeby początkujący animatorzy pamiętali o tym, że nie ma złych pomysłów, wszystkie pomysły są dobre – trzeba tylko znaleźć dla nich odpowiednie miejsce i czas!

WI: Dziękuję za rozmowę!