O tym, że na współczesnych mapach nie odnajdziemy Królestwa Galicji i Lodomerii, na które składały się ziemie zaanektowane po I rozbiorze Rzeczypospolitej przez monarchię Habsburgów, a które obecnie przynależą do Polski oraz Ukrainy, wiedzą wszyscy. Ostało się jednak wiele śladów po Galicji. I nie są to jedynie zabytki czy teksty kultury. Właśnie o nich opowiemy w tym tygodniu w najnowszym wydaniu Małopolski To Go.

Galicja ma swych licznych reprezentantów we współczesnej kulturze oraz na wielu rynkach – spożywczym, hotelarskim czy restauracyjnym. Jeszcze do niedawna mogliśmy obejrzeć głośną wystawę Międzynarodowego Centrum Kultury Mit Galicji, w każdej chwili możemy zwiedzić Żydowskie Muzeum Galicja, producenci żywności lubują się w określaniu swoich wyrobów mianem „galicyjskich”,  co – zapewne – ma być równoznaczne z tradycyjnym i smacznym. W samej Małopolsce z łatwością znajdziemy co najmniej kilka restauracji czy hoteli, których nazwy zawierają odniesienia do Galicji. Jakie są źródła takiego kreowania Galicji? Dlaczego ta nazwa jest tak pozytywnie nacechowana? Próbę odpowiedzi na te pytania podjęła Kinga Migalska w artykule Mityczna kraina dobrobytu?.

„Nasza” Galicja już nie istnieje. Na mapie można jednak odnaleźć jeszcze jedną – mowa o Galicji hiszpańskiej. Ta oddalona od nas o tysiące kilometrów nie współdzieli z „naszą” tylko nazwy. Łączy je między innymi historia Sofii Pérez Eguia y Casanova Lutosławskiej – Hiszpanki z urodzenia, Polki z miłości. O burzliwych losach poetki, jednej z pierwszych korespondentek wojennych, którą do Polski sprowadziła miłość do Wincentego Lutosławskiego, przeczytacie w artykule Katarzyny Kobylarczyk Sofitina.