Piknik. To słowo od zawsze budziło sympatyczne konotacje. Nic dziwnego, bo kojarzyło się przecież nierozłącznie z wiosną, ciepłym, wolnym od pracy dniem i eskapadą poza duszne, przeludnione miasto. Tymczasem w Krakowie i okolicach, przez długie lata wiosenne wypady za miasto nazywano bardziej swojsko – „majówkami”. Celem niedzielnych wycieczek był przede wszystkim Las Wolski i Panieńskie Skały. Odwiedzano też Wolę Justowską oraz park przy pałacu Decjusza. U progu niepodległości istotnym było „odzyskanie” Błoń, które w znacznej części dzierżawione były przez miasto austriackiemu garnizonowi. Odtąd było to świetnie położone miejsce na świąteczne leniuchowanie.

O ile na arystokratycznych piknikach organizowanych przy okazji polowań mogły pojawiać się zamorskie wiktuały, o tyle przeciętny mieszkaniec miasta, ulegający modzie stołowania się w miejskim parku, z pewnością wybierał produkty dostępne na lokalnym rynku. Piknikowy jadłospis od stuleci wygląda zresztą podobnie, a za cały ekwipunek wystarczy zwykły koc oraz prosty koszyk wiklinowy.

O tym, jak na początku XX wieku wypoczywali mieszkańcy Krakowa opowie w tym tygodniu Krzysztof Jakubowski. Natalia Adamska-Golińska podpowie, jakie lokalne produkty zabrać do piknikowego kosza, a my wskażemy urokliwe miejsca w okolicach Krakowa, gdzie warto urządzić sobie rodzinną majówkę!

Zapraszamy do czytania piknikowego wydania www.malopolskatogo.pl !