Motywowanie potencjalnych gości do odwiedzenia muzeum historycznego lub skansenu opiera się zazwyczaj na wzmocnieniu komunikatu „Zobacz, jak żyło się kiedyś”. Mimo że takie doświadczenie poznawcze z pewnością może mieć swoją wartość, wydaje się, że nie wystarcza to już dzisiaj, aby uzasadnić konkretną inwestycję (czasową, finansową itd.), na jaką decydują się zwiedzający. Nie tylko bowiem „trudny konsument”, ale także „przeciętny nastolatek” szczerze postawi pytanie o sensowność dowiadywania się, jak kiedyś bywało. No bo właściwie po co o tym mówić, jeżeli dzisiejsze czasy (w tej części świata) dostarczają nam komfortowego życia, w którym pomysłów na spędzanie wolnego czasu jest nieskończenie wiele? A jeśli mielibyśmy w ten sposób szukać swoich korzeni, to równie dobrze można użyć internetu… Być może brzmi to prowokacyjnie, jednak upieram się, że warto uczciwie i często odpowiadać na pytanie „po co?”. Co więcej, ta odpowiedź musi być satysfakcjonująca dla muzealnej publiczności.

fot.Piekarska

Klasyczny sposób przekonywania do wizyty w skansenie opiera się na przedstawieniu walorów edukacyjnych i estetycznych. Te ostatnie odnoszą się do często do mitu arkadyjskiego, innymi słowy pokazują wieś spokojną, piękną, wesołą. Ponadto sama przeszłość tam reprezentowana jest traktowana jako pewna egzotyka: styl życia przed urbanizacją jest tak odmienny od dzisiejszego, że może stać się dobrym źródłem inspiracji. Jednak dzisiejsze, wciąż rosnące standardy związane z edukacją muzealną, nie ograniczają się jedynie do opowiadania „jak było” oraz „jak tu ładnie”. Wizyta powinna dostarczać pretekstu do nabywania kompetencji wykraczających (znacznie) poza przyswojenie prezentowanych informacji, co samo w sobie jest wyzwaniem. Innymi słowy wizyta w zmuzealizowanej przeszłości powinna dawać narzędzia do lepszego rozumienia teraźniejszości.

Dodajmy do tych rozważań jeszcze jeden kontekst. Podstawowa motywacja w turystyce wiąże się z podejmowaniem wysiłku organizacyjnego, który ma na celu wizytę: „właśnie tu, właśnie teraz”. I choć samo w sobie jest to dość trudne do uzasadnienia, to w kontekście muzeów (w jakiś sposób) historycznych trzeba wskazać, dlaczego akurat tu, akurat tą epokę pokazujemy i udostępniamy.

Aby zilustrować te rozważania, chcę przywołać przykład bliski nam (i mi osobiście) od dłuższego czasu. W Wadowicach, w Muzeum Miejskim na różne sposoby staramy się zinterpretować lokalne zasoby związane jakoś z przeszłością. Kolejne edycje Muzeobrania są dowodem takich prób. Zawsze szukaliśmy jakiegoś punktu wyjścia, który mógłby posłużyć do rozwinięcia nowej opowieści, a zarazem pozwolił na przeprowadzenie angażujących działań muzealnych. Wadowice były prezentowane jako: urzędnicze miasteczko galicyjskie (czyż nie brzmi to odpychająco? a taki potencjał…), siedziba dawnej, ważnej drukarni Foltinów (były m.in. warsztaty drukarskie), miasto malarza, Karola Pustelnika, członka Grupy Krakowskiej (była wystawa jego prac i spotkanie z autorem), wreszcie powstała wystawa Wadowice Karola Wojtyły.

Z jej powstawaniem wiąże się sporo ważnych zagadnień, jedno z nich dotyczy zasadności proponowania konkretnych aktywności udostępnianych zwiedzającym na wystawie. Na przykład w sali „szkolnej” zapraszamy do kaligrafowania czy rozmowy o przedwojennym patriotyzmie. Jest ręczny dzwonek szkolny, ławka z kałamarzem. I mimo że wystawa ogólnie cieszy się powodzeniem i zbiera dobre recenzje, trzeba dziś wrócić, między innymi, do przeprojektowania tej sali. Bo wracają zasadnicze pytania: dlaczego, z jakich unikalnych powodów warto mówić o tamtej epoce?, jakie treści, z nią związane, warto dziś przywołać? Być może są jakieś zapomniane dziś umiejętności, zabawy, gry, a może piosenki, które dziś mogłyby stać się użyteczne, zainspirować.

Myślę, że warto wprowadzić w tym wypadku analogię do działań podejmowanych między innymi w promocji miejsc. Chodzi mi o znalezienie USP (unique selling point), cechy szczególnej, unikalnej, którą wybiera się na wiodącą w strategii promocji. Tyle że tym razem musimy postawić nie tylko pytanie „dlaczego właśnie tu”, ale także „dlaczego właśnie wtedy”. Co jest ważne, emblematyczne akurat w tym przywoływanym czasie, akurat tutaj? Niekoniecznie muszą to być historie oficjalne. Sęk w tym, że współczesność może podpowiedzieć dość nieoczekiwane treści. Wystarczy pomyśleć kategorią użyteczności.

Ciekawe swoją drogą, że w skansenach rzadko mówi się o historii w ogóle, dzieląc ją na epoki i nazywając je, tam przeszłość jest raczej tym, co wydarzyło się przed urbanizacją/rewolucją przemysłową. Tak jakby zmian w życiu na wsi było tak mało, że nie ma powodu o nich wspominać. Jeśli tak jest, to przy projektowaniu wizyty w skansenie, zadawajmy po prostu pytanie „po co?”: po co mam tu przyjechać i po co to udostępniamy.